Żyję, ale co to za życie…;)

Dodano 29 czerwca 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Troszkę mnie nie było…
Z przyczyn technicznych czyli
Zdrowotnych
Brako-sieciowych
I brako-czasowych

W związku z powyższym notka która zaraz nastąpi
ma charakter bardziej informacyjny niż rozrywkowy.

Otóż co słychać u Coniów:

Czas płynie nieubłaganie czyli się postarzałam w ostatnią środę (nawet jeden koment z tej okazji dostałam:))
Z tej okazji udało mi się wzbogacić
ubraniowo: o sukienkę i spodnie, koszulkę na ramiączka,
kulturalnie: o książkę oraz domenę na art.pl dla mojego teatru (tu w roli prezentodawcy wystąpił nieznany mi bliżej admin)
tucząco: pudełko Avanti, pudełko Merci (kalorie zdążyły już zawiązać się w cztery tony tłuszczu)
(adres strony do nabycia na żadanie)

Po imprezie od mózgów wstrząśniętych ślady zostały
pewnie ciut trwałe kręgosłópowe (niestety)
oraz te trwalsze- czyli ciężka trauma w związana z polską służbą zdrowia.
Urazu do tańca się nie nabawiłam
co poznać można po tym że 2 tygodnie po upadku zamordowałam tańcem moje nogi tak że ledwie dolazłam (inne określenia niewskazane) do domu
A wczoraj zdarłam sobie pół łokcia wywracają poślizgując się w tańcu na rozlanym piwie

A podobno ludzie się uczą na błędach:))))))))))))

Pracuję- tak to umownie nazwijmy
czyli stażuję się w
Zakładzie Utylizacji Składek.
Za miesięczne uposażenie równe wcześniejszym tygodniowym.
Do końca listopada.
Jak by mi ktoś wcześniej tłumaczył że urzędniczki
mogą być po zawodówkach
i na domiar złego z tych co to zdania bez trzech bluzgów nie powiedzą to bym nie wierzyła…
Teraz wierzę…

Sercowo różnie… teoretycznie mieliśmy przez 3 tygodnie ze sobą pomieszkać (mama jedzie do sanatorium) ale może to nie dojść do skutku.
Powód- dość poważna kłótnia zakończona równie poważnymi decyzjami…
Ale o tym- innym razem…

Zaległości notkowe postaram się nadrobić w miarę możliwości i nie grzeszyć tak rzadkim odzywaniem się.

A z wszystkimi wyrażającymi chęć spotkania, zobaczę się z przyjemnością,
tylko poproszę o podanie mi mailem jakiegoś telefonu.
Najlepiej stacjonarnego. Czekam z niecierpliwością:-***
 

Dobra impreza nie może obejść się bez drinków
Hitem sobotniej
(dzięki której nota bene jubilatka stała się szczęśliwą posiadaczką błękitnego kuzyna Maurycowego o imieniu Ernest)
był „Mózg (móżdżek?) Coniowy wstrząśnięty nie mieszany”

A oto przepis:
Niezbędne składniki:
Coni
Impreza
Alkohol (w ilościach zależnych od upodobań)
Partner do tańca
Muzyka

Sposób przyrządzania:
lekko skropioną alkoholem Coni należy na trochę pozostawić samą sobie
(jak wino- niech dojrzewa)
powinna się wtedy zrobić bardziej żwawa i roztańczona
Po dojrzeniu przychodzi jej do głowy pomysł pokazania jaka to nie jest wysportowana
(a nie jest:D)
czyli skoczenia w tańcu na Partnera.
Tak ot, zwinnie i chyżo hyc hyc,
I zaczepienia się kończynkami dolnymi na jego bioderkach.
(O zamiarze owym nie należy jednak Partnera informować, co by nie stchórzył)
Balerina robi wtedy uroczy „fajt” nóżkami w powietrzu, trafia w Partnera, oplata go nóżkami…
Partner jej nie łapie bo nie wie co ona robi,
a ona z gracją równą tąpnięciu w kopalni
ląduje na ziemi…

Podawać lekko schłodzoną, z powodu zawrotów głowy i nudności spowodowanych ewentualnym zastosowaniem przepisu.

UWAGA: NIE PRÓBUJCIE ROBIĆ TEGO SAMI
I NIE PODAWAJCIE PRZEISU OSOBOM PONIŻEJ 18 ROKU ŻYCIA!!!

I aby nie zmarnować niewątpliwie uroczego początku niedzieli w ramach kontynuacji powinno się:
-mając jedynie 15 minut czasu aby dotrzeć na wpisy, wsiąść do złego autobusu,
który co prawda koniec końców dowozi nas 2 przystanki od miejsca destynacji,
lecz objeżdża przed tym pół miasta

-zdać za 4 egzamin ze statystyki (trochę szczęścia i trochę notatek pod nosem)

-wracają tak się zaczytać, że wysiąść 2 długie przystanki dalej (po drugiej stronie Wisły)

-nazwać zakup miejsca na cmentarzu „myśleniem przyszłościowym”(!) Co gorsza w odniesieniu do przyszłych teściów…

-wybrać się na 1,5 godzinny spacer z torebką, mimo że można było ją spokojnie zostawić.
Na początku spaceru oddać ją Towarzyszowi z powodu doskwierającego nam ciężaru wspomnianej torebeczki.

-po przyjściu do domu zważyć torebeczkę po to aby przekonać się że Towarzysz
niósł w niej 4 kilogramy(!) niezbędnych na spacerze rzeczy, takich jak:
*2 indeksy (bo stary zawsze może się do czegoś przydać)
*pusty portfel
*2 szminki (raczej nie maluje ust)
*puder
*notatki ze statystyki w twardej teczce
*kolorowe czasopismo zakupione w celu wejścia w posiadanie jakiegoś filmu
*książkę (Leopold Tyrmand „Zły” 650 stron Warszawy z lat ‘50-tych- idealna do torebki)
*kalendarza
*i kluczy

i to wszystko w przy akompaniamencie nieustannego bólu głowy i chwilowych jej zawrotach
(niestety raczej spowodowanych upadkiem niż nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu)

Czy niedziela na pewno jest pierwszym dniem tygodnia???

 

  • RSS