polski proces, od kafkowego niegorszy

Dodano 23 kwietnia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Osoby:
Sędzia , Protokolantka, Oskarżony, Świadek I (córka), Świadek II (matka), Świadek III (sąsiadka
)

***
Sędzia: Ile w latach 95- 98 mieli Państwo kotów?
Świadek I (parskając lekko, gdyż spodziewał się zgoła innych pytań):?????? Kotów? Chyba dwa…
(zaprotokołowane…)
Sędzia: A ile kosztowało ich utrzymanie?
Ś I: Nie mam pojęcia ale kot to takie małe zwierze (pokazuje rękami rozmiar przeciętnego kota) dużo nie je… Gdyby to był bernardyn to co innego, ale kot…
(zaprotokołowane…Protokolantka jest z lekka podduszona od tłumienia śmiechu…)
Sędzia: A jakieś specjalne wydatki? Pazurki?
Ś I: (myśląc: „pazurki to się ostrzy o kanapę proszę Wysokiego Sądu”) Nie…
(zaprotokołowane…)
Pani prokurator nie ma pytań.
Oskarżony nie ma pytań.

***
Sędzia: Ile w latach 95- 98 mieli Państwo kotów?
Świadek II (jw): Kotów? Chyba dwa…
(zaprotokołowane…)Sędzia: A ile kosztowało ich utrzymanie?
Ś II: Wtedy? NO dokładnych sum nie potrafię powiedzieć, ale teraz puszka która wystarcza na tydzień kosztuje 3 zł, do tego pudełko chrupek na dwa tygodnie- też gdzieś w tej cenie…
(zaprotokołowane…)
Sędzia: A jakieś wydatki specjalne? Pazurki? (co się tak uwziął na te pazurki???)
Ś II: Nie…
(zaprotokołowane… Protokolantka patrzy z porozumiewawczym uśmieszkiem na Świadka I przysłuchującego się kolejnym przesłuchaniom…)
Pani prokurator nie ma pytań.
Oskarżony nie ma pytań.

***
Sędzia: Ile w latach 95- 98 mieli Państwo Iksińscy kotów?
Świadek III (wezwany jako świadek bardzo ważny, bo bezstronny): Kotów? Dwa albo jednego… Kot lub koty to tam były zawsze, ale ile w konkretnych latach- trudno mi powiedzieć… Był kot Walery, potem jakieś małe kotki, teraz jest kocica…
(zaprotokołowane, włącznie z imieniem kota- kluczowym dla sprawy uważam…)
Sędzia: Czy były to koty zadbane?
S III: Tak
Pani prokurator nie ma pytań.
Oskarżony: A ile kosztuje utrzymanie miesięczne Twojego kota?
Ś III: Ale mój kot to kosztuje wyjątkowo drogo bo mój kot jest cukrzykiem i musi dostawać insulinę…
(Krztuszący się sędzia, zapominając o rzekomej powadze sądu półgłosem do równie dobrze bawiącej się protokolantki- „hihihi nie spotkałem się jeszcze z kotem cukrzykiem…”)
Oskarżony: Ale podaj sumę!
Ś III: ok. 200 złotych, ale zaznaczam że tyle kosztuje utrzymanie kota-cukrzyka…
Sędzia (dławiąc się ciągle):Ale kot Walery nie był cukrzykiem?

To nie jest sen…
Nie wzięłam tego też z literatury…
To zdarzyło się naprawdę…
Sprawa toczy się w Sądzie karnym
Pani prokurator oskarża Oskarżonego o nie płacenie alimentów…
ale wbrew pozorom nie na koty…
Prawdopodobnie on cos powiedział że może na dziecko nie płacił ale utrzymywał koty lub coś takiego, ale chyba ciąganie w związku z tym po sądach sąsiadów to już chyba lekka przesada…

Tak, jestem Europejką…
A i nasze sądownictwo europejskie jak diabli…

 

Fryzjer w PUP-ie

Dodano 16 kwietnia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Plask
Poczułam jak coś mokrego o lekko zawiesistej konsystencji ląduje na moich włosach…
Czyżby gołąbek?
Czyżby czyżyk?

Niemożliwe
Przecież jestem w uwielbianym przeze mnie Urzędzie Pracy
Właśnie siedzę przy okienku i grzecznie się podpisuję…
Więc czy to możliwe? A może to złudzenie?

A jednak możliwe
W czasie, kiedy ja się podpisywałam jakiś niezwykle błyskotliwy Pan Robotnik zaczął malować zieloną (!!!) farbą emulsyjną (!!!) ścianę nad okienkiem dokładnie nad moją głową…

Żeby bezrobotna kobieta nie miała kompleksów że nie ma pieniędzy aby o siebie zadbać Urząd Pracy wprowadził promocje „Farbowanie Włosów GRATIS”

Mało kto wie jak dużo cierpliwości mnie kosztowało nie nabluzganie Panu Robotnikowi i nie wsadzenie mu tego pędzla do gardła…:>

Ponad to dowiedziałam się
(w kwestii stażu, który próbuję sobie załatwić)
że w PUP-ach zamiast Katolicyzmu, Judaizmu czy czegokolwiek innego najpopularniejszym wyznaniem stał się Kierowniczyzm. Co gorsza obawiam się że zależy im na nowych wyznawcach bo mi też się kazali modlić o dobry humor Kierowniczki która decyduje od kiedy i do kiedy mam mieć staż, kiedy i ile wniosków rozpatrzy, czy zasłużyłam na staż, czy instytucja zasłużyła na stażystę i kiedy ktokolwiek zostanie poinformowany o podjęciu decyzji przez łaskawie nam panującą…

Boże kopsnij cierpliwości…

 

Jedna z blondynek nabyła drogą kupna nowy sprzęt
drukarko- fakso- skanero- ósmy-cud-świata.
Firmy Znanej

Postanowiły więc udoskonalić wspólnymi siłami cv pierwszej
potrzebne były trzy ponieważ
blondi nr Jeden dysponowała sprzętem oraz swoim starym cv
blondi nr Dwa przeedytowała owo cv w Wordzie na graficznie wyrazistsze i miała być niby tą sprytną
blondi nr Trzy dysponowała zdjęciem blondi nr Jeden

Urządzenie okazało się nad wyraz intrygujące…
Nie posiadało bowiem,
jakże dla skanerów typowej
gładkiej, płaskiej powierzchni na której po prostu się zdjęcie kładzie, przykrywa i po bólu…

To chamskie urządzenie wyglądało jak zwykły faks…
Bezczelność…

Instrukcja Obsługi insynuowała, że zdjęcie należy wsadzić do otworu
o jakiejś magicznej nazwie,
Próbowała je zmylić!!!
Ale nie dały się jej zwieść!
O nie!
Domyśliły się że chodzi jednak o ten sam otwór do którego wkłada się papier!!!
I nawet miały racje…

Po czym pojawił się następny problem-
nie byłoby sprawy gdyby zdjęcie było A4
ale było to przecież legitymacyjne
wyrwane chytrze z portfela Trójki…

Ale kto nie ryzykuje nie jedzie…

Co prawda bez przekonania
(chyba każda miała wątpliwości co do tego pomysłu)
postanowiły wykorzystać zdjęcie zastępcze
(„Strzeżonego…”)
i…
tak…
zrobiły to…
wrzuciły to maleńkie zdjątko…
w przepastny otwór,
w ziejącą czernią czeluść,
w paszczę potwora…

Efekt nie był dla nich zaskoczeniem…
Zdjęcie zniknęło w owej czeluści…

Po otarci łez
(ze śmiechu)
otworzyły urządzenie i wyjęły biedną małą sierotkę

Wzięły większe zdjęcie.
Ponowiły próbę z otworem.
Tym razem zadziałało.

Cośtam ponaciskały
Cośtam się otworzyło
Aż doszły do okna w którym ustawiało się opcje skanowania
Bez czytania czegokolwiek
(uwielbiam zwyczaj nie czytania)
bez zmieniania żadnych ustawień
(uwielbiam tego typu pomysłowość)
wcisnęły przycisk „scan”

Zadziałało!!!!!!

Jakie były szczęśliwe!!!
I dumne!!!!

Aż do momentu gdy zaczął ukazywać się obraz
czarna plama
z kilkoma białymi plamkami w miejscu twarzy…

Bo to może by trzeba ustawić że „kolorowe” nie „czarno-białe”…
I może trzeba zobaczyć czy czasem rozdzielczości nie zmienić…
I może czasem w ogóle można myślenie włączyć- bo to takie fajne jest…

No dobra no to szybko druga próba bo już zaraz wychodzą i im się strasznie spieszy,
Tylko która zabrała zdjęcie?
Jak to żadna?
To gdzie ono jest?

Maszyna nie oddała…
Zdjęcie jedyne w swoim rodzaju!
Z sylwestra z przed czterech lat,
z którego istnieją tylko dwa czy trzy zdjęcia!
Unikat!
Pamiątka niezwykła!
(oby maszyna nie miała też funkcji niszczarki do papieru…)

Nie ma!!!

Otworzyły…
Nie ma!!!

Z tyłu…
Nie ma!!!

Z przodu…
Nie ma!!!

Nigdzie nie ma!!!

Co robić???
Prośba o pomoc do dwóch osób z którymi miały akurat otwarte rozmowy na gg
„Co zrobić jeśli drukarka zjadła zdjęcie”
I z nikąd pomocy…
(„Niemożliwe, one się tym nie żywią!!!”
oraz
„Poczekać aż się jej odbije”)

a tu sprawa coraz poważniejsza!!!
Jedynka i Trójka malują się i czeszą bo nie ma czasu
a Dwójka jeszcze z nadzieją kontynuuje poszukiwania
i……..

Jeeeest!!!!!!!!!!!!!!!!
Znalazło się
Było…

Pod krzesłem…

Spuśćmy zasłonę miłosierdzia….

 

Anemiczny muchomor

Dodano 3 kwietnia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Biedroneczki są w kropeczki
I to chwalą sobie
Anemiczne muchomorki
chodzą po tym globie…

Oczywistą rzeczą jest że jeśli wybierasz się na rozmowę o pracę-
najważniejsze będzie pierwsze wrażenie…

W związku z tym właśnie tuż przed nią dostajesz uczulenia od pasa w górę
i wyglądasz jak negatyw muchomora…
Bo tak jest właśnie fajnie…
I jesteś kuuuul…
I tylko należy się cieszyć że zginie samo…
Pani Doktor powiedziała że to jest jak katar i czy leczone czy nie leczone zginie po takim samym czasie…
Tylko że katar to tydzień a moje cętki- miesiąc…

Bo to nie można było się uczulić do końca stycznia,
kiedy pracowałam u mojego Mądrego-Szefa,
który przy swojej lotności umysłu nawet by tego nie zauważył

Tylko właśnie teraz- kiedy właśnie wszyscy bacznie mi się przyglądają…
Może złoże aplikacje w Towarzystwie Przyjaciół Cętek?

A żeby było ciekawiej odkryłam że jeśli zacznie się chodzić do lekarzy na kontrolne wizyty
to natychmiast się okazuje że człowiek już w ogóle umiera…

Co prawda najpoważniejszego badania od miesiąca nie udało mi się jeszcze zrobić
(bo za darmo to żadna klinika się nie chce sfrajerzyć, pomimo skierowania)

Ale za to okazało się że poza wiosennym uczuleniem
mam też
taaaa taaam
wiosenną (?) anemię…
to co? Powinnam teraz zacząć mówić trzy razy wolniej?????
To kiedy ja zdążę powiedzieć wszystko co chce????????

Na razie czekają mnie kąpiele w krochmalu i jedzenie żelaza

Yhhh jak ja nie cierpię wątróbki…

 

  • RSS