weekend
emocjonalnie wyczerpujący
fizycznie wyczerpujący
i takie tam…

Pracy nie ma i ja już nie wiem czy będzie
usiadłam 2 tygodnie temu z książką telefoniczną
i obdzwoniłam biura pośrednictwa pracy
odezwali się z jednego
tylko dlatego że do tej pory nie szukali pracy takim osobom jak ja
i dopiero tworzą bazę danych (będę pierwsza?)

Jutro jadę na targi pracy
z I. bezrobotną od grudnia)
A. (od września- ale nie szukającą:)))
i M. (bez pracy od półtora roku, z powodu doła miesiąc temu rzuciła studia, na ostatnim semestrze)
jedziemy tam bez nadziei że znajdziemy pracę
bo będzie 60 pracodawców i 4 tysiące kandydatów
ale pojechać można…

Wszyscy chcą ode mnie pieniędzy…
Miesięczny
Karta do telefonu (to sobie może jeszcze daruje)
Aparat na zęby jeśli chce je mieć i nie mieć problemów z zawiasami do końca życia
Aptekarze
Lekarze, za bezpłatne teoretycznie badania

I chyba mnie to już wszystko pomału dobija…

Ohhh jooo jak mawiał krecik…
i to chyba tyle na dziś…

 

Aa aaa psich

Dodano 24 marca 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Powiedziałam w piątkowy poranek zaraz po przebudzeniu…
Psich powtórzyłam
na wspomnienie czwartkowego powrotu do domu

ale gdy uświadomiłam sobie skąd wracałam
natychmiast zapomniałam o kichaniu…

Warto było trochę pomarznąć
Jeśli było to poprzedzone:

obiadem u Animusa- przyjaciela od lat

spotkaniem
z nie widzianą od urodzin animusowych Szkaradnicą
z którą na wspomnianej imprezie przegadałyśmy pół nocy,
i z którą teraz stwierdziłyśmy że trzeba się będzie zobaczyć wcześniej niż na następnych urodzinach pana A.

oraz

(co było powodem tej bytności na drugim końcu świata)
zapowiadanym od stu lat
poznaniem Seba i Porchida:))))))))))))))))))))))

Genialne popołudnie…
Rozmowy o wszystkim
Makaron z sosem a’la duet Makłowicz & Animus
Winko
Ciasteczka

Oraz nowe doświadczenie-
pierwsi w mojej karierze ludzie
których blogi czytałam,
a potem poznałam realnie
(do tej pory bywało odwrotnie)

Długo by opowiadać o wrażeniu
jakie zrobiły na mnie poznane osoby-
ale dawno czegoś tak nie żałowałam,
jak tego, że spotkałam się z nimi dopiero teraz,
tuż przed ich wyjazdem…
pech…

ale mam cichą nadzieję że uda mi się jeszcze kiedyś z nimi zobaczyć…

potem w weekend,
dla zmiany nastroju
z piątkowej nostalgii na coś bardziej konstruktywnego,
pomalowaliśmy z J. mój pokój
a ja zaczęłam snuć koncepcję
co można by w nim jeszcze zrobić tanim kosztem,
żeby nie wyglądał już tak samo jak wtedy gdy miałam 14 lat…

Jeśli ktoś lubi udzielać tego typu porad to jestem otwarta:)))

Np. co ja mogę teraz zrobić z szybą w drzwiach od pokoju jeśli nie chce żeby mi ktoś tam zaglądał? I nie chodzi mi o pomysł plakatu z najnowszym-trendowym-zespołem…
(dla tych którzy kiedyś u mnie byli- taak !!! zmyliśmy po 10 latach te buntowniczo-
plakatówkowe bohomazy z szyby)
Czekam na odkrywcze propozycje :)))

 

Wzbudziłam dziś zainteresowanie u dwóch mężczyzn…
Obydwaj się obejrzeli,
jeden przystanął i zagadał,
a drugi zdecydowanie się oglądał…

Mężczyzna pierwszy:
Na korytarzu w Urzędzie Skarbowym, gdzie moja mama ma stoisko,
na wysokości piersi (tych raczej jędrniejszych)
jest „marmurowy” parapet…
Dla petentów zamiast stolika…

Planowałam postawić na nim szklankę, siedząc na krześle pod spodem…
Podnosiłam z takim rozmachem,
że zostało mi w ręce jedynie ucho,
popękane na pył,
rozpadające się przy każdym ruchu…
Przechodzącego mężczyznę zwabił hałas, który rozległ się w moich okolicach…
Podszedł i zagadnął…
Podle zlekceważyłam ten podryw
zbyt zafascynowana
tym na jaki pył to to się rozbija,
jaki to ma zasięg rażenia
i gdzie to jest jeszcze na mnie
(ale nawet prawie wcale się nie skaleczyłam…)

Mężczyzna drugi:
On właściwie oglądał się nie tylko za mną
ale też za moją mamą…
Zafascynował go najwyraźniej widok Pani Mamy
siedzącej na krześle, na korytarzu wspomnianego Urzędu,
z lekko zadartym dołem spódnicy
który najwyraźniej miała chytry plan podszyć,
oraz mnie kucającej u jej nóg,
i nawlekającej nitkę,
już połowicznie znajdującą się w maminej garderobie,
(która po prostu podstępnie wyślizgnęła się wcześniej z igły)…

Grunt to wiedzieć co zrobić by być zauważanym…:)

 

Wiedza- moje bogactwo…

Dodano 17 marca 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Miniony tydzień obfitował wydarzenia dzięki którym stałam się bogatsza…

Otóż po pierwsze odkryłam wielkość XIX wiecznych pisarzy rosyjskich. Zachłystuję się Dostojewskim, Gogolem, Tołstojem…
Dziękuję Ci Coni, że w końcu po nich sięgnęłaś

Po drugie na szkoleniu w Urzędzie Pracy dowiedziałam się od Pani Prowadzącej rzeczy niezwykle istotnej przy szukaniu pracy!
Otóż Pani odradziła nam naiwne szukanie pracy poprzez urzędy i gazety, i podpowiedziała że najłatwiej jest znaleźć pracę przez znajomości…

Dziękuję więc również Powiatowemu Urzędowi Pracy
za zorganizowanie takiego szkolenia,
oraz konieczność mojego na nim stawiennictwa.
Warto było wydać na bilety- bo bez tego z życiu bym się nie dowiedziała że przez znajomości najłatwiej:>>>

Po trzecie dowiedziałam się że tak jak suma jest przeciwieństwem różnicy, tak całka jest przeciwieństwem czegoś-tam-na-„p” (nie pamiętam, chyba pochodnej?)- cokolwiek by to miało oznaczać…
Skutkiem nabycia owej stricte naukowej wiadomości było wysunięcie przeze mnie hipotezy, że chyba tym razem nie zdam sesji w pierwszym terminie…
Dziękuję Ci Szkoło,
za rozwijanie zdolności dedukcji i logicznego myślenia

(spotkania jeszcze nie było, jak się odbędzie- opiszę:-*)
 

I’m too sexy for my dog..

Dodano 10 marca 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Niedzielny wiosenno- zimowy marcowy poranek…
Godzina 13.00…
Błogie weekendowe lenistwo
Swoją drogą będące kontynuacją zagrypionego lenistwa tygodniowego…

Strój- jak na poranek (?) przystało:
-Spodenki-
przyniesione kiedyś, jeszcze przez ojca do domu,
jako próbka czegoś co nie daj Boże miałby sprzedawać,
tragiczne tak bardzo, że się nie zdecydował.
Męskie
XXXXXXXL
Błękitno żółte
Nogawki po bokach na zatrzaski
Na osobniku płci żeńskiej- pumpy mniej więcej do kolan
Koszmarne w stopniu, o jakim nie śniło się ziemskim filozofom…
-Koszulka od piżamy-
biała
w blado-błękitne ledwie widoczne serduszka
Krzyk łóżkowej mody późnych lat osiemdziesiątych
-sweterek-
szary
na suwak
z dość dużą dokładnością opisujący wszelkie próby przyjmowania posiłków przez właściciela,
zaczynając od kiełbaski ze śniadaniowej kanapki, a na herbatce i kefirku kończąc….

Stan ogólny:
-czystość włosów- ok. 48 %

-ślad bliskich spotkań trzeciego stopnia włosów z grzebieniem- no powiedzmy- 9 %
(no bo kiedyś się w końcu czesałam…)

-stopień wydepilowania nóg- 96 %(ufff, dobrze że chociaż to…)

-stopień w jakim paznokcie pokryte są lakierem- niech będzie że – 97 %

- posiadany makijaż, ukrywający zapuchnięte oczęta- 0 %

Jednym słowem-
cud,
miód,
ultramaryna…

Dzwonek do drzwi
I po dzwonu dziewczęciu ukazuje się ładnie ubrany Miś,
z pudełkiem Rafaello w jednej łapce
Tulipanami w doniczce w drugiej
I wołający do dziewczęcia i do mamy od progu:
„Wszystkiego najlepszego w dniu po Dniu Kobiet…”

Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na tę scenę i nie opisujmy reakcji spłoszonego stworzonka…
Dość, że do końca dnia co chwila nuciło swemu Misiowi:

„Bo we mnie jest SEX
Co pali i niszczy,
Tysiące już serc
Rozpalił do zgliszczy…”

Jak się czasem taka Życiowa Piosenka człowieka uczepi… :D

BTW czyli tak zwany „bajdełej”

W najbliższym czasie, mam nadzieję mieć jedyną i niepowtarzalną okazję poznania dwóch osób z bloga…
Na razie jest to jedynie nadzieja,
ponieważ jak do tej pory jest to tylko i wyłącznie mój chytry plan,
a osoby wspomniane nie wyraziły na ten temat w żadnej-
ani pozytywnej ani negatywnej opinii.
Obym nie dostała czarnej polewki,
ponieważ głupio bym się czuła
posiadając w domu
pierdółki- niespodzianki
których z przyczyn technicznych
nikomu innemu dać nie można…
(powody takiej niemożności opisze, z wiadomych względów, dopiero po wręczeniu owej niespodzianki)
Mam tylko nadzieję że to zaplanowane przeze mnie spotkanie nie skończy się tak jak niektóre planowane wyjścia do teatru…
Proszę o trzymanie kciuków

 

Coni do teatru wyprawa- ciąg dalszy…

Dodano 3 marca 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Kolejność postępowania jaką należy zastosować po uprzednim
posprawdzaniu repertuaru teatrów w „Co jest Grane” już na tydzień wcześniej,
wybraniu spektaklu który ostatnio wszedł na deski,
podzwonieniu do teatru,
odłożeniu pieniążka,
oraz dokładnym zaplanowaniu,
wspomnianego w poprzedniej notce wyjścia:

-dowiedzieć się, że Koleś który miał iść- to jednak nie chce…
Obawiam się że zniechęcająca mogła się okazać informacja,
że wyjście ze mną do teatru nie kończy się śniadaniem…
Trudno jego strata, chciałam go „sprzedać” fajnej lasce, więc nie wie co traci…

-poprzeklinać rasowych do obrzydliwości heteroseksualnych facetów i niemożność pójścia z nimi na normalną nie-randkę…

-wysłać sms-a do Dawno Nie Widzianego Pana Pączka
(kolega z poprzedniej uczelni, świeżo po powrocie z Moskwy, gdzie pracował przez 1,5 roku) który w nie dalej jak w czwartek pytał kiedy idziemy na plotki- tylko po to, aby dowiedzieć się że on też nie ma czasu…

-poprzeklinać pracujących heteroseksualnych mężczyzn- które to połączenie wydaje się być jeszcze bardziej drażniące...

-w związku z powyższymi przekleństwami wysłać sms-a do
Dawno Nie Widzianego Mojego Słoneczka, tylko po to aby dowiedzieć się że
” On ze mną zawsze i z największą przyjemnością i w ogóle jak to on się nie stęsknił za Swoim Kochaniem… Ale że aktualnie przebywa w słonecznej Italii w związku z czym może na 19.00 nie zdążyć…”

-poprzeklinać nie-pracujących i tym razem homoseksualnych kolegów którzy zamiast czekać aż się odezwę szlajają się po świecie…

-wysłać sms-a do Równie Dawno Nie Widzianej Koleżanki która wyrazi chęć obejrzenie zaplanowanego przeze mnie spektaklu…

-ucieszyć się i pobłogosławić pracujące i nie-do-końca-heteroseksualne koleżanki które jako jedyne z grona Dawno Nie Widzianych nas nie zawodzą…

-Przypomnieć sobie że można by jeszcze sprawdzić repertuar teatrów raz jeszcze, we wczorajszym „Co jest Grane” aby mieć pewność co do godziny…

-Zadzwonić do Misia ową gazetą dysponującego…

-Dowiedzieć się że pomimo tego że premiera była dwa tygodnie temu- jest przerwa i będą to grać dopiero pod koniec marca…

C O N I – i wszystko jasne…

 

  • RSS