To może czekoladkę? Na pocieszenie?

Dodano 31 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

rozmowa o pracę:
na rozmowie było w sumie całkiem sympatycznie…
prawie…
jedynym mankamentem był fakt, iż Panu, czasem, spod w sumie miłego z pozoru uśmiechu wydostawał się czasem,
jakby niechcący,
ukradkiem,
uśmieszek ironiczny…
i nie mam nawet kompleksów że to z powodu mojej głupoty czy czegoś w tym stylu
ponieważ pierwszy raz uciekło mu się jak się witaliśmy…

hmmm, to by wyjaśniało dlaczego dałam do puzzli zdjęcia na którym mnie nie widać:))))

W sumie rozmowa nie była stresująca, gdyż nie nastawiałam się na zasadzie „muszę dostać ta pracę”. I chyba dobrze :> gdyż nie sądzę bym ją dostała:>>>>

Jeśli chodzi o sieć- cóż mam nadzieję że nie będzie nikt zły jak nie będę już więcej zostawiać „mrocznych” hostów… Będę się starała odzywać się tak często jak to będzie możliwe, czyli będę dawać mojemu J. dyskietki:)))))) I osobiście- jak tylko gdzieś się dopcham do sieci…
Ale nic to… W końcu nie będę
unicestwiona
martwa
przenicowana
umierająca
tylko po prostu nie będę miała dostępu do sieci…
Tak często…
Co najwyżej wydam całą moją ostatnią pensję w kafejkach internetowych…
O!!!:)

Jedyne co mi pozostaje to zjeść tabliczkę czekolady-
moje najlepsze lekarstwo na smutek:)))))) (stąd też na puzzlach bioderek nie widać)
Naprawdę nie ma nic lepszego…

Podobno ktoś to nawet naukowo udowadniał że to działa,
bo czekolada ma związki jakieś-tam
które w organizmie coś-tam
i wtedy jest coś-tam
(niezwykle wnikliwie czytałam te badania).
W każdym razie poprawia nastrój…:)

Boszz widziałam kiedyś film „Czekolada”…
Ile tam tego było…..
Jaaaa cieeeeeeeeee
Normalnie tylko siedzieć
i jeść
i jeść
i jeść
i jeść
i jeść
i jeść
aaaaaaaa
orgazm…
czekoladowy taki….

Hmmmm nadzieję że w związku z tym stwierdzeniem J. nie postawi mi warunku
„seks albo czekolada”
Bo jak bym biedna sobie poradziła?

Cale życie bez seksu????
hihihi

 

Today is not a good day for science…

Dodano 30 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Czyli chandra, muchy w nosie, i czasowa osowatość…

Po pierwsze jutro ostatni dzień pracy…
Szczególnie ubolewam nad tym ze względu na dostęp do sieci…
Ponad to nie bardzo wiem ja się zachowywać kiedy mój mądry szef mówi „To NA PRZYSZŁOŚĆ niech Pani coś-tam”,„a tą jakąś-tam rzecz to może w sumie Pani trzymać tylko proszę POTEM pamiętać”, „jak będziemy robić wysyłkę to coś-tam”- wysyłki są w poniedziałki i czwartki a dziś już nie będzie:>
Czyżby o czymś zapomniał?:>
Nie bardzo wiem jak mu to zasugerować, ze jestem zwolniona:>>>

Po drugie dziś mam rozmowę o pracę w jakiejś-tam firmie…
Z pośredniaka.
Do pracy w księgowości:>>>
Księgowa ze mnie jak z koziej d*** trąba, ale co tam:> Pewnie mimo tego rzucą się na mnie jak wariaci:>
ale iść można:>>>>>
korona mi z głowy nie spadnie:> może:DD

Po trzecie J. majstrował przy swoim gg i nie ma dwóch ikonek: mojego i naszego zdjęcia ;ppppp w związku z czym włączyła mi się teoria spisku:>

Po czwarte J. napisał dziś maila do swojej ex z prośbą o zwrot długu (pokaźnego) bo mówiła ze odda „po świętach” a pomimo że świąt było już kilka to jeszcze są u niej:>>>>>>>
A ja już bym chciała żeby je oddała już nawet nie ze względu na same pieniądze, tylko na to że nie trzeba by było się już z nią kontaktować:>>>
Miałam już nawet napisaną notkę o ex ociekającą jadem.:>>>> Była o tym jaka to ona uczciwa, urocza, słowna, i lubiąca odmładzać się w specyficzny sposób…
Ale poprzestanę na tym skrócie, ponieważ gdyby odrobina jadu z tej notki wyciekła na wasze biurka, nic by z nich nie zostało…

A po piąte ta pogoda mnie wkurza:>

Yhhhhh ogólnie zły dzień

 

Historia pewnego prezentu oraz poranne pytania…

Dodano 29 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

(Ta historia ma charakter informacyjny, dla osoby, która brała czynny w niej udział, a wiem, że to czyta, choć siedzi cicho:))

Zaczęło się rok temu.
Poznałam Belga o wdzięcznym imieniu Thierry :> (J. też Go poznał, żeby nie było)
Z Belgiem mam kontakt mailowy od tamtej pory. Służy w belgijskiej Marynarce Wojennej i ma zajęcia praktyczne ze studentami na ichniej Akademii Wojskowej. Miły gość….
Gdy święta zbliżały się wielkimi krokami i zaczynała panować nerwowo-prezentowa atmosfera, wpadłam na pomyśl wysłania Belgowi jakiejś pierdółki. Ot tak…
Padło na bombkę.
Po skompletowaniu rzeczy niezbędnych, czyli:
-bombki
-farb
-pędzli
-przetłumaczonych na 4 języki „wesołych świąt” (tu ukłon w kierunku Animusowej mamy- tylko ona znała po holendersku:))
-oraz Asi Malującą na Szkle:)
Przystąpiłam do czynności dekorowania:> („tak ładnie” „nie, tamto może wyżej”):>>>
Wyszło MI(!):) cudeńko:)
Granatowa duża ładna bombką z ładnie rozplanowanymi życzeniami, z mini polską flagą :DDDD, moim i J. podpisem i srebrnymi mini gwiazdeczkami.
Zapakowana została baaaaardzo porządnie w:
papier z niszczarki,
mnóstwo folii z bąbelkami,
pudełko,
tekturki usztywniające pudełko,
znowu dużo folii z bąbelkami
i szary papier
(co by się nie popsuła po drodze)
Po zapakowaniu pakunek nabrał wymiarów ok. 30/30/15 cm
i tu zaczęły się schody…
Koszt wysłania bombki kupionej za 3zł do Belgii wynosi
taa tam 54 złote…
Postanowiłam, więc wysłać to jako list…
taki zwykły list-list…
Na Poczcie Głównej kilka Pań, do których się w tej sprawie udałam nie zgodziło się.
bo za duże
i to paczka
i że nie
Jak nie kijem go to pałką…
pojechałam na inną pocztę
i tam już mój „list” pozwolili wysłać…

później okazało się że chyba jednak zaginął na trasie…potwierdzenia nie było, żadnego śladu również…
zdążyliśmy się z J, już pogrążyć w żałobie…
a tu nagle…

Thierry dostał bombkę:)))))))))))
Co tam, że się styczeń kończy:)))))))))
Napisał, że za rok na pewno użyje:))))))
Przynajmniej doszła:)))

**********
a na koniec dwa poranne pytania:
- Jak pomalować oczy o godzinie 5.30 rano, skoro o 5.30 rano jeszcze się nie ma oczu?
W każdym razie ja ich nie widzę?
-Po co pastować buty o 6.20 rano, skoro o 6.25 wyglądają jakbym przez pół nocy tańczyła rock’n'roll- a w Stajni Augiasza?

 

nadchodzi…
zbliża się
wielkimi krokami
czujesz jego oddech na karku
słyszysz
jak tuż na nim nadciąga burza

ta burza zaczyna szaleć
rozsadza ci głowę

agresja
wszechogarniająca cię agresja
uchodząca z ciebie każda możliwą drogą
poprzez
warczenie na Drugie Pół
warczenie na za-ciasne-spodnie
warczenie na kierowce-który-nie-zatrzymał-się-na-pasach

poprzez
rogi,
różki,
wzgórza
i K2 na twojej twarzy

a potem jest już tylko gorzej…

mija Tydzień Jednorożca
podczas którego nie możesz nawet czapki dobrze założyć
bo o róg zawadza

i co?

budzisz się rano
otwierasz oczy
prawy jamnik drze się jak wściekły
łof łof łof
jazgocze jak szalony

wstajesz
jakoś
ledwie
ubierasz się

i jedziesz na uczelnie gdzie stoisz w butach-na-obcasie bite 6 godzin
i uśmiechać się musisz, i ładnie wyglądać, bo w końcu masz 2 ustne egzaminy
i nie możesz mieć na sobie czegoś-wygodnego
i nie mogą ustalić egzaminu dla +/-100 osób w takim miejscu gdzie byłoby więcej niż 5 krzeseł…
bo nie!!! :>

łof łof łof
Szczeka podlec
Wrrrrrr
Warczy na panadole
Walczy zaciekle
i szarpie i kąsa

ty też walczysz
jesteś twarda i nieustępliwa
cały pierwszy dzień
cały drugi
słabnie

i co kundlu?
już nie jesteś taki mocny jak na początku?:>
i na co było tak warczeć?
i drzeć się i kąsać?

dogorywa przez następne dwa dni
po to by w końcu uciec
z podkulonym ogonem
skamląc

kaj kaj kaj
rozbrzmiewa coraz dalej i dalej

by schować się gdzieś w kąt
wylizać rany
i zbierać siły na następne uderzenie…

znowu wygrałaś bitwę
ale niestety nie wojnę…
ehhh

…albo muzą dla poety
adresatką wielkich wzruszeń
być kobietą w każdym calu
kiedyś przecież zostać muszę
(…)
ah, kobietą być nareszcie,
a najczęściej o tym marzę
kiedy piorę ci koszulę
albo
naleśniki smażę

 

światło…

Dodano 27 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Żyrandol py-ka w rytmie cha-cha,
Jasnością pstry-ka w rytmie cha-cha,
Oh daruj mi-ły ten rytm cha-cha,
Już nie mam siły z ciemnościami zmagać się…

W zeszłym tygodniu nabyłam drogą kupna żyrandol po okazyjnej cenie.
Cena była na tyle okazyjna że zastanawiałam się co z nim może być nie tak…
Poczekaliśmy z montażem do soboty(bo łatwiej się montuje takie rzeczy przy dziennym świetle niż przy latarce…)
Przynieśliśmy duużą i ciężką drabinę z piwnicy („..ŚMY” ;))
Pożyczyliśmy od sąsiadów wiertarkę lepszą niż nasza…
Ale i tak bez udaru (czymkolwiek ów „udar” miałby być :DDD)
Wywierciliśmy (tu po raz kolejny nacisk na „…ŚMY”:))) dwie dziury w suficie
Mordując się przy nich niemiłosiernie (naprawdę strasznie się przy nich namęczyliŚMY)
Gdyż w naszych blokach wiertarką bez udaru to można sobie tak naprawdę w nosie podłubać, a nie w ścianach wiercić…
Ale zamontowałiŚMY…

I stałą się jasność…

Po czym połowa z nas poszła zmęczona do swojego domu,
A druga połowa zaczęła się uczyć…
W nowym, jakże jaśniejszym pokoju…
(pyk)
i piszemy jakiś tryb sylogistyczny
(pyk)
i jakaś tautologia
(pyk)
spoglądamy z niepokojem w górę…
(pyk)
i pyka mi wieprzek jeden!
jedną ze swoich żarówek-za-trzy-pięćdziesiąt-sztuka
(pyk)
i mi na sekundkę gaśnie
(pyk)
pyka dalej
ja czytam o podziale białych krwinek a on mi Pyk
bezczelnie i po chamsku
znowu takie PYK ze zgaszeniem tej właśnie żarówki-za-trzy-pięćdziesiąt
gasi i zapala
gasi i zapala
gasi i zapala
gasi i zapala
gasi i zapala
żeby go cholera

i nawet czasu nie było żeby komuś na niego naskarżyć
bo wariacki weekend

i po jasności znów zapanował chaos…

bo ja już wole po ciemku
albo ze świeczką
przeparadować przez pokój
niż sobie o 5.30 rano nim głowę zawracać
albo tuż przed snem…

XXI wiek… cholera jasna…

****************
Logika- dst
Fizjologia- dst
czyli na plus:))))
nieduży ale plus:)))

 

Temat powracający jak bumerang…

Dodano 24 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Należy:

Potrafić rozwiązywać zadania z logiki.
Potrafić rozwiązywać zadania z logiki.
Potrafić rozwiązywać zadania z logiki.
Potrafić rozwiązywać zadania z logiki.
Potrafić rozwiązywać zadania z logiki.
Potrafić rozwiązywać zadania z logiki.

Po czym (WAŻNE!!!)
Zapomnieć jak się wspomniane zadania rozwiązywało (!!!)
na trzy dni przed egzaminem
i dojść do wniosku że się tych zadań nie rozumie i już!

Po czym
Postanowić dojść do rozwiązań samemu, raz jeszcze
przeglądając te które robili na zajęciach.

Po czym
Zorientować się że jest się super laską
i nie skserowało się notatek z zajęć na których się nie było (no bo po co??)
i umówić się na piątek po południu ze znajomą
że będzie się stało przy ulicy
jako Tirówka Notatkowa :>
a ona jak będzie wracać z pracy to będzie je podawać…

Po czym
Orientując się że logiki nie ma się jak uczyć
należy łaskawą swą uwagą
obdarzyć zlekceważone wcześniej (zarówno przed jak i po egzaminie)
notatki z fizjologii
z mocnym postanowieniem że sprawdzi się chociaż to,
co powinno się było napisać dwa tygodnie temu…
Po przejrzeniu notatek należy z przerażeniem stwierdzić
że odpowiedziami na wspomniane pytania się nie dysponuje

taaaaaa taaaaaaaaaam

Po czym
odtańczyć taniec radości
na pomniku własnej głupoty

Oraz
- czekać cierpliwie do niedzieli
- czekać na cud
- czekać na miłosierdzie wykładowców
- czekać aż spłynął na Nas z niebios nagłe łaski w postaci:
~znajomości fizjologii
~chociaż jednego, małego człowieczka który by mi wytłumaczył zadania z sylogistyki Arystotelesa (kwadrat logiczny i inne drobne przyjemności)
~znajomości fizjologii
~znajomości fizjologii
~znajomości fizjologii

ohhh jooo jak mawiał Krecik…

 

Szef… i wszystko jasne….

Dodano 23 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Tekst nr 1
Radio donosi że w stolicy jest awantura o guziki do samodzielnego otwierania drzwi w tramwajach…
Szef: Ja tam jestem przeciwny
/ma prawo, pewnie ze starsi ludzie się nie nauczą czy coś, zaraz taki argument usłyszę/
bo dlaczego ja mam dotykać guzika którego wcześniej ktoś już dotykał
ja:…
/po chwili milczenia, bo po prostu mnie zatkało…/
Ale przecież rurki których trzyma się Pan w tramwaju, dotykały przed panem setki osób????????????
Szef: Teoretycznie.. Ale po co jeszcze zwiększać ilość takich sytuacji?

/Wyjaśnienie: Szef jeździe samochodem, bo jak kiedyś powiedział, on woli nie mieć żadnego kontaktu z obcymi bo on TAKI wrażliwy…/

Tekst nr 2
Szef: Pani M jak Pani nie korzysta z internetu to proszę wyjmować wtyczkę z komputera bo tak bezpiecznie- nikt się nie włamie…

/Bo ja to normalnie w NASA pracuje- jest czego się dowiadywać…/

Tekst nr 3
Szef: Pani M. Jak pani nie używa drukarki to proszę ją wyłączać
Ja: /Zdziwiona/ Przecież jest wyłączona???
Szef: Ale z prądu! Niech pani wyjmie wtyczkę, nie wie Pani ile to prądu pobiera!!!
/no chyba rzeczywiście- nie wiem…/ Faks i radio też…

Tekst nr 4
Dwa tygodnie temu…

Szef: Czy mogłaby mi Pani udostępnić jakiś folder? Tak na próbę?
Tylko broń Boże żadną bazę danych bo wszyscy będą mogli przeczytać!

/ Jesteśmy za routerem- tylko nasze 2 komputery. Osobiście uważam że jeżeli ktoś potrafi ominąć router to nie musi mieć udostępnionych plików żeby je przeczytać… Ale to tylko moje skromne zdanie…/

Ja: Folder „Wysyłka” może być? To są instrukcje, gwarancje i oferty?
Szef: Tak

Wczoraj…
Oglądamy otoczenie sieciowe on u siebie ja u siebie…
Ja już nawet nie pamiętałam że to jest udostępnione i nieopatrznie powiedziałam

Ja: O ten folder trzeba będzie usunąć z otoczenia sieciowego…
I spokojnie idę sobie do tego folderu, zmieniam status na „nie udostępniany”,
wchodzę i co widzę?
Nie ma ani jednego pliku, ani folderu który tam był… Czysto…

Szef: Gdy go o tym poinformowałam No bo powiedziała Pani że Pani to chce usunąć, to usunąłem.
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Ja:… ciut zła poinformowałam że to nie był najlepszy pomysł
Szef: No ja i tak zawsze kasuje żeby na widoku nie leżało.
Tak- każdego hakera interesują instrukcje obsługi i gwarancje do jego urządzeń…
Szef: Zaraz zobaczę czy mam to w koszu… Nie, nie mam, to może u Pani w koszu jest?

Chyba w tym pod biurkiem!!!!!!!!!

Ze względu na dużą ilość anegdotek, czasem żałuję że kasuje archiwum na gg… Było tam opisane pare w tym stylu…
Czy ja ostatnio miałam 30 sekund słabości, podczas których żałowałam że nie będę tu pracować???
Nieeeeee, nie możliwe!

 

Nóżki jak sarenka czyli rozkosze depilacji…

Dodano 22 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Bóg ukarał Ewę za grzech pierworodny włosami na nogach
Albo modą na ich brak

(tego jeszcze dokładnie nie ustaliłam
Ale na pewno jednym z dwojga…)

Teraz za karę te biedne istoty (czytaj- kobiety) muszą albo udawać że takowych w ogóle nie mają i sprawa ich nie dotyczy, albo że pozbywanie się ich jest dla nich czystą przyjemnością

Teoretycznie powinnam mieć zawsze nóżki idealnie gładkie, w zimie czy lecie, w zdrowiu czy w chorobie… i że ich nie zapuszczę aż do śmierci itp. itd.

Przez to, mimo że udało mi się uniknąć Sarenkowatości Wrodzonej własnoręcznie (własnomaszynkowo?) postanowiłam się chociaż postarać o Sarenkowatość Nabytą.

Oczywiście poprzez golenie, gdyż:
włoski się wzmacniają
i robią się ładne,
zadbane,
grube,
błyszczące
i co dzień odrastają…
Efektem długotrwałego stosowania tej metody jest „za-golenie nóg na śmierć” czyli właśnie wspomniana Sarenkowatość…

J. jakoś dziwnie nie lubi tej przypadłości…
Nie jest także zbyt zabawne codzienne golenie, w związku z tym gdy usłyszał
„Jakbym miała depilator to bym się ich pozbyła…”- kupił go

O naiwności kobieca…
Chińska tortura…
Niby nie bolą pierwsze cztery włoski, ale komu starczy wytrzymałości psychicznej na
OBIE CAŁE NOGI?
I jeden… i drugi …i trzeci… aaaaaaaaaaa
Byłam twarda przez jakiś czas…
I zwątpiłam w swą siłę…

Ostatnio znów powiedziałam
”Jakbym miała wosk to bym się ich pozbyła…”
i wosk dostałam

O naiwności kobieca…
Boli,
To wiedziałam
ale tylko raz…
Ale jak!!!!!!!
Robiliśmy to metodą
„rwij…aaaaaaa….o rzesz…. gdzie zimny okład…”
i zrobiliśmy trzy paski
wosk jest wszędzie, zabawa na trzy dni a włosy na nogach jak były tak są…

W związku z tym postanowiłam iść do łazienki (rzecz dzieje się u J.)
i jednak te cholerne nóżki ogolić…
poszłam
postawiłam żel do golenia na zlewie
weszłam do wanny
podstawiłam żelowi rękę proszącą-żebrzącą
i nacisnęłam energicznie
w efekcie czego żel znalazł się na mojej ręce,
ale równie na:
dwóch ręcznikach kąpielowych
podłodze
boku pralki
górze pralki
boku miski
w środku miski
na przeciwległej ścianie (!)

Czy ta cholerna Ewa, nie mogła zjeść czegoś innego?????

 

Sumo dla mas…

Dodano 21 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

Będę miała zakwasy
I to jak cholera
Ale jestem z siebie dumna!!!

Nie jestem typem sportowca i najczęstszą przyczyną moich zakwasów jest…
no coś innego niż dziś w każdym razie:))))))

Umierają:
moje mięsnie brzucha (o ile jeszcze się u mnie takie uchowały)
lewa ręka
prawa i lewa łydka

Siłowałam się ze stworem 100/ 120 kilo żywej wagi…
Autobusowe sumo plecami…
Co prawda nie jestem jeszcze pewna powodów dla jakich nie wybrał kogoś ze swojej kategorii wagowej, ale co tam…

Jechałam jak co rano w bardzo ciasnym autobusie.
Stałam nad siedzeniami ustawionymi na przeciwko siebie, w miejscu w którym trzymać mogłam się tak naprawdę tyko rury na górze, co może jest takie super jak się ma powyżej 180 cm wzrostu, a nie 168…
Za mną stał stwór, który uznał że prawdopodobnie wygodniej by było, gdybym usiadła na kolanach tej pani,
której trzymałam torebkę na głowie i którą co chwila uderzał w twarz mój szalik. Tej samej której wbijałam prawe kolano w bok…
Jeszcze może bym się z nim zgodziła, ale nie wiedziałam co powiedziałaby na to wspomniana Pani
Postanowiłam jednak nie pytać i stać dalej twardo..
Przez 25 minut gość próbował powiększyć sobie przestrzeń życiową moim kosztem (pewnie dlatego że z przodu i po bokach miał dużych panów i myślał że ze mną wygra…)
Nigdy…

…Mój jest ten kawałek podłogi
nie mówcie mi więc co mam robić…

I rozpoczęła się cicha woja terytorialna…
Zaparłam się lewą ręką o szybę (cud że nie wyleciała- tak się pchał)
Obcasy jak raki, spróbowałam wbić w podłogę
Raciczkami zaparłam się mocno,
I jechałam

Nie posuną mnie nawet o milimetr (pewnie tylko dlatego że nie było gdzie, co nie zmienia faktu że byłam nieugięta)
Przeprosiłam panią za szalik i za torebkę i walczyłam…
Pani mi wybaczyła, gdyż widziałam moje starania…
Wspierała mnie uśmiechem, mimo że mało brakowało parę razy, by dostała reklamówką z drugim śniadaniem…
Nie było lekko…
Ale co?
Ja nie wytrzymam?
Całą drogę byłam nieugięta!
Dojechałam
Dumna
Blada
I ze sztywnymi z wysiłku mięśniami
Ale nie dałam się!!!
I jestem z siebie dumna!!!
O!!!

 

Kpiny obustronne…

Dodano 20 stycznia 2003, w Bez kategorii, przez Coni

O tym jak Czas z nas zakpił…

Plan na sobotę:
1)12.30- wpis / do 13.00
2)13.30 z Misiem się spotkać w dużym-sklepie
i zakupić:
żyrandol
lampkę dla Mauryca
żarówki
kolorowanki dla siostrzeńców
3)14.30 wyjść ze sklepu
4)15.00 dom

realizacja:
czekamy na Punktualnego-Pana-od-wpisu do 13.45 (miał być jeszcze wcześniej bo o 11.30)
wychodzimy ze szkoły 14.10
z Ochoty na Żerań jedziemy godzinę (!!!) (nawet jak na sobotę to o pół godziny za długo!)
Jesteśmy z dużym sklepie 15.10
Spotykamy Misia

Nie kupujemy:
Lampy dla Mauryca- bo już nie ma
kolorowanek- bo już nie ma
żarówek dobrych- bo nie ;pppppp

Kupujemy:
Żyrandol-po-okazyjnej-cenie
Żarówki złe
Jesteśmy w domku o 18.00

O tym jak my sobie z Czasu zakpiliśmy…

Plan na niedzielę:
1) 12.00 inny wpis /do 12.15
2) 12.45 ten sam duży-sklep- wymienić żarówki
3) 13.30 dom
4) później- randka z Misiem

realizacja:
do punktu 2 idzie nam dobrze
po czym należy spotkać koleżankę-z-autobusu
z którą gadało się 2 razy w życiu po 5/10 minut
i nawet się nie ma pojęcia jak ona ma na imię (z wzajemnością)
i gadać z nią w rzeczonym sklepie blisko dwie godziny

W związku z zaistniałą sytuacją randka z Misiem przesuwa się znacznie,
ale za to
uzyskujemy niezbędne nam do życia informacje typu:
-jak koleżanki chłopak ma na imię
-co i na którym roku studiuje koleżanka
-że koleżanka gada tyle co my
-że nasze buty-na-obcasie-z-odzysku (patrz historia o notorycznym gubieniu w/w)
nie są stworzone do stania w nich w miejscu przez dwie godziny

Jak ma na imię koleżanka nie wiemy dalej

Bogatsze o powyższe informację jedziemy do domu aby zrealizować punkt czwarty
Dobrze że tam chociaż było „później”…

Medal za gadulstwo poproszę…

 

  • RSS